HMF w pokarmie dla pszczół – cichy zabójca czy przereklamowany parametr?

HMF w pokarmie dla pszczół

Każdy pszczelarz, niezależnie od stażu, z niepokojem wyczekuje pierwszych wiosennych oblotów. To moment weryfikacji, czy rodzina przetrwała zimowlę w dobrej kondycji. Często jednak zdarza się, że mimo pełnych ramek z pokarmem, ul pustoszeje lub pszczoły są wyraźnie osłabione. Wini się wtedy pogodę, warrozę lub słabą matkę, rzadziej spoglądając na to, co dokładnie trafiło do podkarmiaczek jesienią. A to właśnie tam może kryć się niewidoczny gołym okiem wróg – HMF. Czy substancja ta faktycznie jest tak groźna, jak alarmują naukowcy, czy może w pszczelarskiej praktyce demonizujemy jej znaczenie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale jej poznanie może uratować Twoją pasiekę przed katastrofą.

Czym jest HMF i w jakich warunkach powstaje w paszach dla pszczół?

HMF, czyli 5-hydroksymetylofurfural, to organiczny związek chemiczny, który brzmi skomplikowanie, ale jego obecność w pasiece jest bardziej powszechna, niż mogłoby się wydawać. Powstaje on naturalnie w wyniku rozkładu cukrów prostych, takich jak glukoza czy fruktoza. Proces ten nie zachodzi jednak samoistnie w każdej sytuacji – wymaga specyficznych „wyzwalaczy”. Aby HMF zaczął się wytrącać w niebezpiecznych ilościach, muszą zaistnieć sprzyjające warunki: odpowiednie stężenie cukrów, kwasowe środowisko (niskie pH) oraz, co najważniejsze, podwyższona temperatura.

W kontekście żywienia owadów, pokarm dla pszczół staje się bombą z opóźnionym zapłonem najczęściej w wyniku błędów w przechowywaniu lub przygotowaniu. Nadmierne podgrzewanie syropu, trzymanie go w metalowych pojemnikach (obecność jonów metali jak cynk czy żelazo katalizuje proces) lub długotrwałe magazynowanie w ciepłych pomieszczeniach to prosta droga do wzrostu stężenia tego związku. Co ciekawe, HMF jest uznawany za wskaźnik jakości żywności – jego wysoki poziom w miodzie dyskwalifikuje produkt jako pełnowartościowy, świadcząc o jego przegrzaniu lub zafałszowaniu.

Warto pamiętać o prostej zasadzie, która może uchronić Twoje zbiory i pszczoły:

  • Wysoka temperatura,
  • Niskie (kwaśne) pH,
  • Długi czas przechowywania.

To trio gwarantuje wysokie, często toksyczne poziomy HMF w paszy. Nawet podawanie pokarmu w ciepłe, wczesnojesienne dni, gdy temperatura powietrza przekracza 25°C, może znacząco podnieść poziom tego związku w zapasach gromadzonych na zimę.

Toksyczność HMF – jakie stężenie jest bezpieczne dla rodziny pszczelej?

Granica między bezpiecznym posiłkiem a trucizną bywa w przypadku pszczół bardzo cienka. Choć nauka nie ustaliła jednej, sztywnej normy dopuszczalnej wartości HMF w żywieniu tych owadów, badania dają nam wyraźne sygnały ostrzegawcze. Przyjmuje się, że stężenie HMF w granicach 40–150 mg/kg pokarmu jest tolerowane przez rodziny pszczele i nie powinno wyrządzić im natychmiastowej krzywdy. Jednakże, wartości zbliżające się do górnej granicy tego przedziału są już stąpaniem po cienkim lodzie.

Sytuacja staje się dramatyczna, gdy stężenie HMF w syropie inwertowanym przekracza 150 mg/kg. Badania wykazują, że taki poziom może doprowadzić do śmierci nawet połowy badanej populacji pszczół w ciągu zaledwie 16–19 dni od rozpoczęcia karmienia. To przerażająco szybkie tempo, zwłaszcza w kontekście długiej zimowli, kiedy owady nie mają możliwości oczyszczenia organizmu podczas oblotu. Co ciekawe, czerw wykazuje znacznie wyższą odporność na tę toksynę – negatywny wpływ na przeżywalność larw obserwuje się dopiero przy stężeniach rzędu 750 mg HMF/kg. Oznacza to, że HMF uderza przede wszystkim w dorosłe robotnice, które są filarem przetrwania rodziny zimą.

Krystalizacja syropu a ryzyko zatrucia HMF podczas zimowli

Zjawisko krystalizacji zapasów zimowych to koszmar każdego pszczelarza, zazwyczaj kojarzony z głodem w ulu. Pszczoła nie jest w stanie pobrać twardych kryształów cukru, co przy braku wody kończy się tragicznie. Jednak krystalizacja niesie ze sobą jeszcze jedno, mniej oczywiste, ale równie śmiertelne zagrożenie – drastyczny wzrost stężenia substancji toksycznych w dostępnym pokarmie.

Gdy syrop w plastrach krystalizuje, HMF nie zastyga w strukturze kryształu, lecz zostaje „wypchnięty” do wciąż płynnej frakcji roztworu. W efekcie, w niewielkiej ilości płynu, który pozostaje dostępny dla pszczół, stężenie 5-hydroksymetylofurfuralu gwałtownie rośnie, wielokrotnie przekraczając bezpieczne normy. Pszczoły, zmuszone do pobierania jedynego dostępnego, płynnego pokarmu, przyjmują dawki, które mogą być dla nich śmiertelne.

Skutki tego zjawiska bywają opłakane w skali makro. Przykładowo:

  1. Wzrost śmiertelności rodzin pszczelich o 10% odnotowany w Holandii na przełomie 2009 i 2010 roku był związany właśnie z szybką krystalizacją i wysokim stężeniem HMF w pokarmie.
  2. Zimująca rodzina jest narażona na ekspozycję na toksyny przez wiele miesięcy, bez możliwości wydalenia ich z organizmu poza ulem.

Syrop inwertowany vs. cukier domowy – co jest bezpieczniejsze?

Dylemat „mieszać samemu czy kupić gotowe” towarzyszy pszczelarzom od lat. Tradycyjny syrop cukrowy z sacharozy (cukru stołowego) jest rozwiązaniem tanim, ale wymagającym dla pszczół. Owady muszą zużyć własną energię i enzymy, aby rozłożyć sacharozę w cukry proste. Z drugiej strony, gotowy syrop inwertowany to mieszanka glukozy i fruktozy, która teoretycznie oszczędza siły witalne roju. Gdzie w tym wszystkim jest HMF?

Domowa produkcja inwertu bywa ryzykowna. Pszczelarze często zakwaszają roztwór (np. kwasem octowym lub cytrynowym) i podgrzewają go, aby przyspieszyć hydrolizę. To idealny przepis na niekontrolowany wzrost HMF w garnku jeszcze przed podaniem go do ula. Co więcej, stosowanie kwasów organicznych do walki z warrozą (np. mrówkowego czy szczawiowego) dodatkowo obniża pH zapasów w ulu, tworząc w plastrach „fabrykę HMF”.

Gotowe, komercyjne inwerty są zazwyczaj bezpieczniejsze, pod warunkiem, że pochodzą od renomowanego producenta. Proces hydrolizy w warunkach przemysłowych (często enzymatycznej, a nie kwasowej) jest ściśle kontrolowany, co minimalizuje powstawanie produktów ubocznych. Kluczem jest jednak jakość – inwerty zbożowe czy buraczane niskiej klasy również mogą krystalizować lub zawierać zanieczyszczenia. Bezpieczeństwo leży więc nie tyle w samym rodzaju pokarmu (cukier vs inwert), co w technologii jego przygotowania i stabilności.

Dlaczego warto wybrać certyfikowany pokarm pszczeli Holger Food?

Wybór odpowiedniego producenta paszy to inwestycja w spokój pszczelarza i zdrowie pasieki. Pokarm dla pszczół oferowany przez Holger Food to nie tylko cukier i woda, ale efekt zaawansowanych badań prowadzonych we współpracy z francuskim Instytutem Badań Rolniczych (Institut national de la recherche agronomique). Receptury te zostały opracowane tak, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko krystalizacji i powstawania szkodliwych substancji.

Decydując się na produkty Holger Food, zyskujesz pewność popartą konkretami:

  • Stabilność składu – odpowiednia proporcja fruktozy do glukozy oraz niska zawartość maltozy sprawiają, że syrop nie krystalizuje w niskich temperaturach, eliminując ryzyko zatrucia skoncentrowanym HMF.
  • Bezpieczeństwo weterynaryjne – produkcja odbywa się pod ścisłym Nadzorem Weterynaryjnym (Nr: PL3021242p), a pasze są wolne od GMO, konserwantów i chemicznych polepszaczy.
  • Gotowość do użycia – produkty nie wymagają podgrzewania, rozcieńczania i mieszania, co eliminuje ryzyko błędów pszczelarza, które mogłyby doprowadzić do wzrostu HMF w paszy.

Stawiając na sprawdzone rozwiązania, takie jak inwerty czy ciasta pszczele od Holger Food, dajesz swoim pszczołom energię niezbędną do przetrwania zimy, zamiast nieświadomie serwować im toksyczny koktajl. To wybór, który procentuje silnymi rodzinami na wiosnę.