Każdy pszczelarz, któremu leży na sercu dobro jego pasieki, staje w pewnym momencie przed dylematem dotyczącym zapasów magazynowych. Zostaje nam kilka kanistrów od jednego producenta, trochę od drugiego, a w wiadrze czeka resztka domowej syty. Pokusa, aby zlać wszystko do jednego zbiornika i podać pszczołom, jest spora – to w końcu oszczędność miejsca i pieniędzy. Jednak w pszczelarstwie, podobnie jak w diecie człowieka, „co za dużo to niezdrowo”, a chemiczne eksperymenty w ulu mogą skończyć się tragicznie, zwłaszcza przed zimą.
Odpowiedzialność za rodziny pszczele wymaga od nas nie tylko dostarczenia im pokarmu, ale zapewnienia jego stabilności i przyswajalności. Decyzja o mieszaniu różnych pasz to nie tylko kwestia smaku, ale przede wszystkim fizykochemii. Czy łączenie różnych produktów jest bezpieczne dla delikatnych układów trawiennych naszych podopiecznych? Przyjrzyjmy się temu tematowi chłodnym okiem praktyka, dbając o to, by Twoje pszczoły dotrwały do wiosny w doskonałej kondycji.
Na rynku dostępny jest szeroki wachlarz gotowych pasz, a każdy syrop dla pszczół ma nieco inną specyfikację, wynikającą z procesu produkcji (np. hydrolizy skrobi różnego pochodzenia). Choć na pierwszy rzut oka wszystkie wyglądają jak gęsta, słodka ciecz, różnią się proporcjami cukrów prostych – glukozy, fruktozy i maltozy. Mieszanie syropów od różnych producentów w jednej dawce zimowej jest ryzykowne, ponieważ nie znamy dokładnej reakcji chemicznej, jaka zajdzie po połączeniu dwóch różnych roztworów o odmiennym pH czy gęstości.
Głównym zagrożeniem przy łączeniu produktów różnych marek jest niekontrolowana krystalizacja zapasów w plastrach. Jeśli jeden syrop ma przewagę glukozy (szybka krystalizacja), a drugi został ustabilizowany w inny sposób, powstała mieszanka może zachować się w sposób nieprzewidywalny przy spadku temperatury. Skrystalizowany pokarm w środku zimy to dla kłębu zimowego wyrok – pszczoły, mimo obecności zapasów, mogą umrzeć z głodu, nie mogąc pobrać twardej substancji.
Dlatego, jeśli posiadasz końcówki różnych gotowych inwertów, najbezpieczniejszą strategią jest skarmianie ich oddzielnie. Możesz podać jeden rodzaj syropu konkretnej grupie rodzin, a drugi innej, lub zużyć jeden produkt do końca, zanim otworzysz kolejny (zachowując odstęp czasowy).
Ryzyka związane z mieszaniem syropów różnych marek:
Łączenie tradycyjnego syropu z cukru buraczanego (sacharozy) z gotowym inwertem to zderzenie dwóch różnych światów. Syrop pszczeli typu inwert to pokarm już wstępnie „przetrawiony” enzymatycznie, składający się głównie z glukozy i fruktozy, co oszczędza energię pszczół. Z kolei syrop cukrowy wymaga od owadów ogromnego nakładu pracy na rozłożenie sacharozy i odparowanie nadmiaru wody. Mieszanie tych dwóch substancji w jednej dawce, szczególnie w okresie przygotowań do zimy, jest błędem agrotechnicznym.
Dodając zwykły syrop cukrowy do inwertu, niwelujesz główną zaletę tego drugiego – czyli oszczędność energii życiowej pszczół zimujących. Wymuszasz na nich uruchomienie gruczołów gardzielowych do produkcji inwertazy w momencie, gdy ich organizmy powinny nastawiać się na spoczynek i gromadzenie ciał tłuszczowych. Co więcej, inwerty mają zazwyczaj idealnie dobraną gęstość i niski poziom wody (ok. 20%), a domowy syrop często wprowadza do ula nadmierną wilgoć, którą pszczoły muszą z trudem wentylować.
Zamiast mieszać, stosuj te pokarmy w dedykowanych im okresach. Syrop cukrowy świetnie sprawdzi się przy intensywnym rozwoju lub odbudowie węzy, natomiast gotowy inwert to król zimowli. Mieszanka tych dwóch typów to proszenie się o kłopoty z fermentacją, jeśli pszczoły nie zdążą przerobić dodanej sacharozy przed nastaniem chłodów.
Kluczem do udanej zimowli jest stabilność warunków w ulu, a jednorodny pokarm to podstawa tego bezpieczeństwa. Pszczoły formujące kłąb zimowy przemieszczają się powoli w górę plastrów, ogrzewając i pobierając pokarm. Jeśli syrop dla pszczół w komórkach ma jednolitą konsystencję i skład chemiczny, trawienie przebiega harmonijnie, a układ wydalniczy owadów nie jest obciążony. Nagła zmiana rodzaju pokarmu w trakcie zimy (gdy pszczoły przechodzą z warstwy jednego syropu na inny) może wywołać zaburzenia trawienne, a w konsekwencji biegunkę.
Dlatego w nowoczesnym pszczelarstwie kładzie się tak duży nacisk na to, aby cała dawka zimowa pochodziła z jednego, sprawdzonego źródła. Pozwala to pszczelarzowi spać spokojnie, wiedząc, że pokarm nie ulegnie fermentacji ani krystalizacji w najmniej odpowiednim momencie. Jednorodność to także łatwiejsza ocena wiosenna – jeśli coś pójdzie nie tak, od razu wiesz, czy winny był pokarm, czy inne czynniki.
Posiadanie resztek różnych pasz po zakończeniu karmień zimowych nie musi oznaczać strat. Choć nie zaleca się ich mieszania na zimę, wiosna i lato to zupełnie inna historia. W okresie, gdy pszczoły latają, a temperatura otoczenia jest wysoka, syrop pszczeli jest pobierany i zużywany na bieżąco na potrzeby energetyczne rodziny oraz wychów czerwiu. Wówczas ryzyko związane z krystalizacją czy długotrwałym przechowywaniem w plastrach jest minimalne.
Wiosenne podkarmianie stymulacyjne lub zasilanie odkładów to idealny moment na wykorzystanie „koktajli” z resztek magazynowych. Pszczoły w pełni aktywności doskonale poradzą sobie z przerobem mieszanki syropów, zużywając ją na bieżący rozwój, a nie magazynując na trudne czasy. Pamiętaj jednak, aby przed zmieszaniem zawsze sprawdzić zapach i konsystencję każdej resztki – jakikolwiek ślad fermentacji dyskwalifikuje produkt, nawet do wiosennego użytku.
Jak bezpiecznie zagospodarować resztki syropów: